Google Website Translator Gadget

niedziela, 14 stycznia 2018

MONET AER EXERCIT CAES REG

Pewnym nieporozumieniem jest często spotykany na aukcjach internetowych opis: "III grosze 1794 r. Insurekcja Kościuszkowska" dotyczący austriackich emisji dla Galicji i Lodomerii. Monety te wybito podczas Insurekcji, ale przeznaczono je dla austriackiej armii rozmieszczonej wzdłuż granicy Rzeczpospolitej dla ochrony przed przeniesieniem działań wojennych na tereny zajęte w pierwszym rozbiorze. Monety te wybito na stopę polską, bo miały rozchodzić się wśród polskiej ludności tam zamieszkującej. Należy je więc uznać za monety bite nie dla, a przeciw Insurekcji.
Tak kończył się felieton, który w 2008 roku napisałem dla e-numizmatyki. Lata mijają i nadal na Allegro zdarzają się aukcje z tytułami sugerującymi związek austriackich monet bitych w 1794 roku z Powstaniem Kościuszkowskim.
Mowa o dwóch miedzianych nominałach

Jedyny, na pierwszy rzut oka widoczny szczegół, który pozwala wiązać je z Polską, to "POL." na rewersach. O znaczeniu tego POL. napiszę niżej.
Herb na awersie:
na związki z Polską absolutnie nie wskazuje. Mamy tu dwugłowego orła z uproszczonym herbem Habsburgów. Ani śladu herbów Galicji i Lodomerii (obraz z Wikipedii).
Trudno wobec tego mówić również, że to monety bite dla tych prowincji.
Przyjrzyjmy się legendzie awersu - MONET(a) AER(ea) EXERCIT(us) CAES(arei) REG(ni) czyli MONETA MIEDZIANA WOJSKA CESARSKO-KRÓLEWSKIEGO (rozwinięcie skrótów i tłumaczenie za E. Kopickim, Warszawa 1989 tom IX część 4, str. 132). Sprawa jasna, to monety przeznaczone dla wojsk Franciszka II Habsburga. Skąd więc to POL? Wyjaśnienie przynosi metrologia:
  • grosz - średnica 22 mm, waga 3,89 grama
  • trojak - średnica 26 mm, waga 11,69 grama
Przecież to prawie dokładne powtórzenie parametrów i groszy Stanisława Augusta! Prawie, bo stanisławowskie grosze miały mieć średnicę 21 mm.
Grosze bite dla cesarsko-królewskiego wojska, które mam w zbiorze mają średnice od 21 mm do 21,5 mm i ważą troszkę mniej, ale różnica jest na tyle mała, że można ją tłumaczyć zużyciem w obiegu.
POL. oznacza więc tylko tyle, że to monety wybite na stopę polską, bo miały być użyte na terenach zabranych Polsce w 1772 roku podczas pierwszego zaboru. Pomiędzy tym rokiem, a rokiem wybuchu Powstania Kościuszkowskiego polski pieniądz zniknął z obiegu w Galicji. Żołnierze wysłani na te tereny musieli mieć środki na podstawowe zaopatrzenie. Uznano, że miejscowa ludność nie wyzbyła się jeszcze przyzwyczajenia (i zaufania) do polskiego pieniądza, najlepiej więc będzie dać im pieniądz zdawkowy podobny do polskiego.

Monety wybito najprawdopodobniej w mennicy w Wiedniu. Pewności nie mam, bo nie znalazłem żadnego wiarygodnego źródła, które by to potwierdzało. Kopicki we wspomnianym katalogu, w pierwszej części tomu IX (rok 1985) na str. 365 uznał je za wyrób wiedeński, ale w czterotomowym katalogu z roku 1995 już tej informacji nie powtórzył. Nie można wykluczyć, że produkcję powierzono mennicy w Smolniku. W końcu była to "mennica miedziana", na dodatek położona niedaleko miejsca przeznaczenia monet "wojskowych".

Nie znamy też wysokości nakładów. W czterotomowym katalogu Kopickiego (1995) oba nominały mają stopień rzadkości R - określony na podstawie oszacowania ilości monet znanych (nie wybitych!). "R" odpowiada ilości od 80 tysięcy do 400 tysięcy, nie są to więc monety bardzo rzadkie. Za takie trzeba uznać tylko egzemplarze bardzo dobrze zachowane, bez śladów długiego przebywania w ziemi i bez większych wytarć.

Bardzo, bardzo rzadkie są podobne do miedziaków, wybite w srebrze szóstaki. Znalazłem informacje o dwóch tylko egzemplarzach, w zbiorach Czapskiego i Sobańskiego.

Nie zaobserwowałem istnienia odmian jednogroszówek. Na rewersach trojaków różnice są.
Przypuszczam, że jest ich więcej, niż pokazałem, być może są i na groszach.
Szukajcie!

niedziela, 7 stycznia 2018

Nakłady monet obiegowych 2017

Na stronie NBP są już nakłady obiegowych monet z rocznika 2017:

1 grosz - 391 200 000
2 grosze - 143 910 000
5 groszy - 126 150 000
10 groszy - 154 200 000
20 groszy - 88 695 000
50 groszy - 44 370 000
1 złoty - 41 175 000
2 złote - 30 900 000
5 złotych - 23 220 000

Duże! Tylko dwa najwyższe nominały wybito w nakładach niższych od roku 2016.
Bicie jednogroszówek
to sztuka dla sztuki, albo wyrzucanie pieniędzy w błoto.

sobota, 6 stycznia 2018

Jak radzić sobie z wyborem i analizą informacji.

Tytuł dzisiejszego wpisu, to fragment komentarza pod wpisem z 20 grudnia 2017.
Jeszcze ciekawszy artykuł byłby na temat, jak radzić sobie z wyborem i analizą informacji. To naprawdę szerszy problem. 
Odpowiedziałem wtedy
To wykracza daleko poza tematy numizmatyczne, ale to temat bardzo ważny. Kto wie, czy nie najważniejszy w świetle tego, co wyprawia się na całym świecie od kilku lat i prędzej coś o tym napiszę, niż o mennictwie Konstantyna.
Czytam teraz powolutku niewielką książeczkę Richarda P. Feynmana The Meaning of it all. Thoughts of a Citizen-Scientist. Powolutku, bo w oryginale - nie mam niestety polskiego tłumaczenia wydanego w 1999 roku pod tytułem "Sens tego wszystkiego. Rozważanie o życiu, religii, polityce i nauce" (swoją drogą - jeśli tak przetłumaczono tytuł, to może lepiej czytać oryginał, niż tłumaczenie).
Feynman, to cytując za Wikupedią, "...amerykański fizyk teoretyk; uznany za jednego z dziesięciu najlepszych fizyków wszech czasów w 1999 roku. Jeden z głównych twórców elektrodynamiki kwantowej, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w 1965 za niezależne stworzenie relatywistycznej elektrodynamiki kwantowej." Od jego "Wykładów z fizyki" zaczynały się nasze studia na fizyce na Uniwersytecie Śląskim.
Fundamentem dzisiejszego wpisu jest przekonanie wyrażone przez Feynmana we wspomnianej książeczce, że warunkiem rozwoju nauki, technologii, kultury i w ogóle "tego wszystkiego" jest wątpliwość. Kiedy znika wątpliwość, zaczyna się zastój.
Jak to się ma do naszego hobby?
Zacznijmy do tego, jakich informacji poszukują kolekcjonerzy monet. Najczęściej chodzi o trzy rzeczy - o identyfikację monety, ustalenie jej wartości, rozstrzygnięcie - oryginał czy falsyfikat. Nie będę się rozpisywał o miejscach, gdzie takich informacji szukać należy. Pisałem o tym już wiele razy. Zresztą i tak pierwszym dostawcą informacji będzie po prostu wyszukiwarka internetowa, czyli w praktyce (bo taka jest statystyka) Google.
Pytamy i dostajemy w odpowiedzi krótszy lub dłuższy katalog odsyłaczy do miejsc w internecie, gdzie powinny być interesujące nas informacje. Odsyłaczy ułożonych w kolejności, którą algorytmy Googla uznały za właściwą dla osoby zadającej pytanie. Ustaliły na podstawie zebranych przez siebie wcześniej cech pytającego (najczęściej odwiedzane strony, miejsca przebywania, dokonywane przez sieć zakupy itp.). Pierwszym błędem popełnianym przez większość internautów, jest bezkrytyczne przyjmowanie, że ta kolejność jest właściwa i że najważniejsze i najlepsze odpowiedzi są na początku listy. Dlatego dobrze jest korzystać z wyszukiwarek używając w przeglądarce trybu prywatnego. Nie mówię, że zaproponowana kolejność nie może być właściwa. Mówię, że bezpiecznie jest mieć wątpliwości, co do tego. Szczególnie, gdy próbujemy ustalić wartość monet, bo z reguły na pierwszych miejscach dostaniemy nie informacje najnowsze, tylko te, do których najczęściej trafiali poszukiwacze wiedzy. Dlatego pytając o wartość monety, sortuję listę odpowiedzi po czasie, wybierając na przykład wiadomości z ostatniego roku, albo miesiąca.
Zwykle ciekawi jesteśmy aktualnych cen na miejscowym rynku, bo co nas obchodzi, ile za denary Nerona płaci się na przykład w Australii. Dlatego oprócz posortowania po dacie, pożyteczne bywa ograniczenie odpowiedzi do konkretnego języka wskazywanych stron internetowych.
Pozostajemy przy wycenach  - ograniczyliśmy listę do stron polskich z ostatniego miesiąca posortowanych po dacie. Na początku listy będą zwykle notowania z Allegro. Wchodzimy na kolejne strony i sprawdzamy ceny - rozrzut może być potężny, głównie ze względu na różne stany zachowania, ale też i ze względu na tożsamość sprzedającego. U renomowanych sprzedawców licytuje się wyżej.
Najważniejsze jest jednak, by nie brać pod uwagę transakcji, których nie było - aukcji, w których nikt nie licytował, ofert sprzedaży za ustaloną cenę, w których nie było ani jednego nabywcy. Sprzedający może wystawić cenę wywoławczą lub ofertową jaką zechce, ale dokąd nikt jej nie zapłaci, nie będzie ona miała nic wspólnego z rynkową wartością monety.
Taki wynik poszukiwań rynkowej wartości aluminiowego grosza z 1949 roku mówi tylko tyle, że najprawdopodobniej jest ona niższa niż 14,99 zł + koszty wysyłki, ale możliwe jest też, że o braku chętnych zadecydowały opinie wystawione sprzedającemu po wcześniejszych aukcjach.

Próbując zidentyfikować monetę lub ocenić jej autentyczność mamy dwie ścieżki postępowania. Albo samodzielnie przeszukujemy sieć i porównujemy zdjęcia z monetą, którą mamy lub zamierzamy mieć, albo wysyłamy zdjęcia gdzieś w sieć i prosimy o pomoc.
Samodzielność jest godna polecenia, bo tego, co sami zobaczymy, czego się drogą dedukcji dowiemy, to w nas zostanie i pomoże w przyszłości, ale i  tu możemy nauczyć się czegoś z książek o numizmatyce nie traktujących. Wspomniałem w jednym z poprzednich wpisów o książce Daniela Kahnemana "Pułapki myślenia".  Jest w niej mowa o zasadzie, która tłumaczy zdolność człowieka do intuicyjnego oceniania co jest prawdą i podejmowania rozsądnych działań bez długich, wstępnych analiz. Zasada ta , to "Istnieje tylko to, co widzisz". Niestety, co autor również podkreśla, często zapominamy, że jest różnica między "widzę", a "wydaje mi się, że widzę". Zbyt często "widzimy" to, co widzieć chcemy. Dlatego proszenie o pomoc, o opinię innych, jest dobre.
Nie zapytamy hydraulika o przeciętną długość życia krokodyla nilowego (chyba, że wiemy, że jest miłośnikiem afrykańskich gadów i ma o nich szeroką wiedzę). Tak samo, musimy wybrać właściwych ludzi, po których można oczekiwać rzetelnej wiedzy o interesujących nas monetach. Nie ma więc sensu poszukiwanie odpowiedzi na forum nie mającym nic wspólnego z numizmatyką (chyba, że wiemy, że udziela się na nim kompetentna osoba i bezpośrednio do niej kierujemy pytanie).
Powiedzmy, że wybraliśmy odpowiednie miejsce do zadania pytania i dostajemy kilka odpowiedzi, niekoniecznie z sobą zgodnych. Która jest prawdziwa?
W przypadku próśb o identyfikację, dobra jest zasada dobrego dziennikarstwa - drukujemy, jeśli dwa (albo lepiej trzy lub cztery) niezależne źródła mówią to samo (uznajemy wiadomość, za prawdziwą).
Gdy prosimy o potwierdzenie (lub zaprzeczenie) autentyczności, bezpieczniej jest zachować się jak Edward Lyle (Brill) z filmu "Wróg publiczny" - nie ufać nikomu, nawet sobie. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej uznać monetę za fałszywą na podstawie jednej racjonalnie uzasadnionej opinii, choćby wielu optowało za jej autentycznością. Co można uznać za racjonalne uzasadnienie, zależy od tak wielu czynników, że nie odważę się przedstawiać tu ich listy. Wspomnę tylko o jednym - o zaufaniu do konkretnego człowieka.

O numizmatyce w tym wpisie to już wszystko, ale jak w cytowanej na wstępie  wymianie zdań z komentatorem napisałem, wybór i analiza dostępnej informacji, to umiejętność, której brak większości (niestety) ludzi sprawia, że świat jest taki, jaki jest. 
W erze przedinternetowej ilość źródeł informacji dostępnych przeciętnemu człowiekowi była bardzo ograniczona. Źle powiedziane, nie tyle ograniczona, bo istniały przecież podręczniki szkolne, książki, prasa, radio, telewizja. Ludzie rozmawiali, słuchali wykładów, kazań, odczytów - w porównaniu z możliwościami internetu, informacja sączyła się powoli. 
Internet umożliwia dostęp do informacji w dowolnym czasie i miejscu i to jest dobre. Internet daje możliwość rozpowszechniania informacji każdemu w dowolnym czasie i miejscu i to nie zawsze jest dobre, bo nie każda informacja jest prawdziwa, a nawet jeżeli prawdziwa jest, to bywa opakowana nieprawdziwymi ocenami i opiniami. Ta łatwość rozpowszechniania informacji oczywiście nie ogranicza się wyłącznie do internetu. Szarlatani drukują i występują w mediach, docierając tymi sposobami również do osób, dla których internet jest czymś nieznanym. 
Dlatego WĄTPLIWOŚĆ, której znaczenie tak mocno podkreślił Feynman powinna być tym, o czym nie wolno zapominać korzystając z informacji, niezależnie od jej źródła. Najbezpieczniejsi są więc sceptyczni stoicy. Czy najszczęśliwsi, wątpię, bo trudno o poczucie szczęścia przy świadomości, że tak wiele zależy od ludzi nie wiedzących, co to wątpliwości i co za tym idzie nieodpornych na perswazję ludzi złych lub po prostu głupich.

wtorek, 2 stycznia 2018

Przegląd Numizmatyczny 4/2017

Na stronie Przeglądu Numizmatycznego nadal widać tylko obietnicę nieodległej publikacji ostatniego, tegorocznego PN.
ale w wybranych sklepach już jest
Kupiłem (po sprawdzeniu spisu treści) dla dwóch artykułów J. Dutkowskiego
- O monetach których nie ma, a być powinny i o takich, których być nie powinno, a są
- Ołowiane żetony pomocowe Urzędu Wałowego w Gdańsku.
Obydwa bardzo ciekawe, niestety przyjemność lektury psuje tradycyjne dla PN niechlujstwo redakcyjne. 
Na stronie siódmej wydrukowano informację przysłaną przez kolekcjonera, dotyczącą orta koronnego z datą 1631 ("Ort korony z 1631 roku, nieznana emisja, czy pomyłka mennica?"). 
Nie mogłem nie przypomnieć sobie niedawno czytanego wątku na forum TPZN
http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,11323.0.html

Następny, setny numer Przeglądu Numizmatycznego ma być ostatnim wydanym w druku (jak numerowi specjalnemu przystoi  - w znacznie większej objętości). Później będziemy musieli zadowalać się wydaniami cyfrowymi, które w/g zapowiedzi Redakcji, mają być dostępne bezpłatnie.

czwartek, 28 grudnia 2017

Nieznana, niepublikowana, nienotowana...

Reklama, jak wiadomo, jest dźwignią handlu. Czy zawsze?
Kiedyś pisałem tujuż o kwantyfikatorach wielkich - „zawsze”, „nigdy”, „wszyscy”, „nikt”, „jest”, „nie jest” itd.
Używanie ich bardzo często doprowadza do sytuacji, w której pewne stwierdzenia, wydało by się bezdyskusyjne, łatwo podważyć.
Pamiętacie ze szkoły, z lekcji (wykładów) matematyki męki dowodzenia twierdzeń? Od aksjomatów – prawd oczywistych i niepodważalnych – należało dojść do zapisu stanowiącego tezę twierdzenia. Zwykle było to trudne, czasem bardzo, bardzo trudne. Tak; udowodnienie czegoś może wymagać dużego wysiłku. Czy jeśli się to uda, jeśli twierdzenie jest prawdziwe, to czy mamy prawo do powiedzenia, że jest prawdziwe „zawsze”?
Tak, ale tylko gdy założenia twierdzenia są odpowiednie. Przykład? Proszę bardzo. „Suma kątów wewnętrznych trójkąta wynosi 180°” - prawdziwe zawsze, czy nie? Na płaszczyźnie – tak, na powierzchni kuli – nie.
Przedstawiając jakąś tezę, albo pokazujemy dowód na jej prawdziwość (przy określonych założeniach), albo prosimy innych, by naszą intuicję, bo nieudowodnione twierdzenie jest tylko intuicją, potwierdzili dowodem. Ponieważ, jak przed momentem napisałem, dowodzenie jest zajęciem trudnym i czasochłonnym, kuszące są próby wykazania nieprawdziwości twierdzenia, przez wskazanie przypadków lub wykonanie doświadczeń niezgodnych z tezą twierdzenia.

Co to ma wspólnego z reklamą, z monetami?
Zaskakująco dużo.
Opisy monet oferowanych do sprzedaży na aukcjach (żywych i wirtualnych), w katalogach ofertowych, w sklepach internetowych kipią zachwytami nad zachwalanym towarem. „Najpiękniejsza”, „najrzadsza”, „nienotowana”, „niepublikowana”, „nieznana” - to tylko pierwsze z brzegu przykłady.

Najpiękniejsza? Pomijając drobnostkę, że nie to piękne, co piękne, tylko co się komuś podoba, czy na pewno można wykluczyć, że ktoś, gdzieś nie ma doskonalszego egzemplarza? A to sprawi, że „najpiekniejsza” będzie kłamstwem.

Najrzadsza? Jeśli istnieją niepodważalne dowody na bardzo ograniczoną wielkość emisji, to można zaryzykować takie określenie. Jeśli dowodów nie ma, to może się okazać, że prawda wygląda inaczej.

Niepublikowana? Nienotowana? Literalnie oznaczało by to, że nikt, nigdy, nigdzie nie opublikował informacji o istnieniu tak reklamowanej monety. Bezpieczniej napisać, że niepublikowana (nienotowana) w katalogach, bo po pierwsze, katalogi stanowią niewielki odsetek publikacji, po drugie zwykle te nowsze powtarzają informacje z tych starszych. A i tak można błąd popełnić, bo na przykład na podstawie tego katalogu


można by napisać „niepublikowana” o jednofenigówce Królestwa Polskiego z roku 1917. Albo ostrożniej, „nienotowana do roku 1965”. Tymczasem okazuje się, że istnienie takiej monety odnotowano w katalogu znacznie wcześniejszym.


Tylko ile osób ma do tego katalogu dostęp?

A ile osób ma dostęp do biuletynu wydawanego przez jakieś lokalne, niewielkie stowarzyszenie kolekcjonerów? A w takich biuletynach pojawiają się od czasu do czasu opisy monet, których właściciele nie znaleźli w dostępnych sobie publikacjach. Bywa, że rzeczywiście są to monety, o których nikt, nigdy, nigdzie nie napisał, tylko jak to sprawdzić, że „nikt, nigdy, nigdzie”. Wskazanie jednej publikacji zadaje kłam twierdzeniu sprzedawcy.

Z tego samego powodu, miałbym opory przed napisaniem o jakiejś monecie, że jest „nieznana”. Bo co to znaczy „nieznana”? To coś więcej, niż niepublikowana, bo można przecież mieć monetę, której inni nie mają (jest im nieznana), ale nie publikować tego faktu. Albo z niechęci ujawniania stanu posiadania, albo z nieświadomości, że posiada się coś wyjątkowego.

Określenie „nienotowana” może też oznaczać, że brak informacji o tym, że taka moneta była kiedykolwiek sprzedawana na aukcji czy pojawiła się w ofercie handlowej. I tu znów pojawia się ryzyko, że nie wiemy o jakiejś aukcji. Czy ktoś jest w stanie policzyć wszystkie aukcje numizmatyczne, które odbyły się w tym roku na całym świecie? Wskazanie jednej transakcji, jednego notowania aukcyjnego, zadaje kłam twierdzeniu sprzedawcy.

Zastanówcie się więc, czy reklama zawsze jest dźwignia handlu?
Zwykle jest, niestety nawet wtedy, gdy nie powinna, bo nie wszyscy zastanawiają się nad znaczeniem tego, co przeczytali. Opis monety, jej zdjęcie w katalogu aukcyjnym, to wszystko jest reklamą i jak w każdej reklamie mamy tu do czynienia z faktami i opiniami. Albo z „faktami” i opiniami, bo „fakty” nie są faktami. Bywa na przykład tak, że w opisie pojawia się numer, pod którym oferowana moneta ma być gdzieś tam skatalogowana, co oczywiście wiąże się z katalogową wyceną, albo przynajmniej z określeniem stopnia rzadkości, jednak po uważnym porównaniu monety z katalogiem okazuje się, że to inny numer, inna wycena, inna rzadkość.

Do zdjęć też trzeba podchodzić z rezerwą. Najświeższy przykład – pewna dwutalarówka, która miała pojawić się w katalogu kolejnej aukcji GNDM, ale niespodziewanie została wycofana przez właściciela, za to pojawiła się na Allegro, ale ze zdjęciami nasuwającymi pewne wątpliwości, co do aktualnego stanu monety.
Fakty, przy odrobinie wysiłku można zweryfikować, opinii nie. Im się wierzy lub nie. Można się rzecz jasna sugerować opiniami sprzedającego, ale zawsze pamiętając, że pojawiły się w opisie w ściśle określonym celu – mają zachęcić do sięgnięcia po portfel.

Na Nowy Rok życzę Wam wszystkim wielu nowych monet w zbiorach, w tym oczywiście i tych najpiękniejszych, nienotowanych i niepublikowanych.
Jednocześnie życzę rozwagi i rozsądku przy czytaniu opisów monet, które kupować będziecie.

Mam też życzenia dla sprzedających – oferujcie nam jak najwięcej monet, w tym i tych najpiękniejszych, nienotowanych i niepublikowanych.
Jednocześnie życzę rozwagi i rozsądku przy tworzeniu opisów monet, które będziecie sprzedawać, bo brak rzetelności spowoduje, że część potencjalnych klientów pójdzie do konkurencji.


P.S.

48 lat temu, 28 grudnia 1969 urodził się Linus Benedict Torvalds – fiński programista, twórca systemu operacyjnego Linux.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Linus_Torvalds

Printfriendly